Kronika serwera

Kronika

Kronika Arcanis obejmuje wydarzenia, które rozegrały się od chwili powstania serwera i są bezpośrednim zapisem historii tworzonej przez jego mieszkańców. Nie jest to opowieść wymyślona ani odgórnie zaplanowana — to zbiór zdarzeń, decyzji i konfliktów, które miały miejsce na przestrzeni rozgrywki. Każde zapisane tu wydarzenie wydarzyło się naprawdę w świecie Arcanis. Każda wojna, sojusz czy zdrada była wynikiem działań graczy, a nie narzuconego scenariusza. W ujęciu fabularnym nie istnieje jedna, oficjalna kronika. Są to historie i relacje spisywane przez różnych bardów, kronikarzy i uczonych na przestrzeni lat. Każdy z nich opisywał wydarzenia tak, jak je widział — lub jak pozwalały mu na to przekonania, lojalność i wiedza. Nie wszystkie zapiski muszą więc przedstawiać pełną prawdę. Część wydarzeń mogła zostać wyolbrzymiona, inne zniekształcone, a niektóre przemilczane. Kronika przedstawia to, co przetrwało w pamięci świata — to, co przyjęła opinia publiczna i co zostało uznane za historię.

To żywy zapis świata.

Historia Arcanis nie została napisana wcześniej.
Ona wciąż się tworzy.

Akt 1 - Veloria w cieniu mgły

Anno Domini 1450–1455, ku pamięci potomnych spisano

W Roku Pańskim tysiąc czterysta pięćdziesiątym, gdy liście drzew przybrały barwę złota, a chłód jesieni wpełzał w kamienne mury miasta Veloria, wydarzyło się coś, co na wieki odmieniło losy tej ziemi. Pewnego wieczoru, gdy słońce zaszło za horyzontem i wiatr niósł ze sobą zapowiedź burzy, nad doliną, w której spoczywało owo niegdyś kwitnące miasto, zebrały się chmury szare niczym popiół z wypalonego świata. I oto — bez przestrogi — z czeluści niewiadomej przybyła mgła. Nie była to mgła zwyczajna, lecz gęsta, nienaturalna, zimna jak dotyk umarłego, a jej obecność nie mijała wraz z porankiem.

Zrazu mieszkańcy uznali ją za kaprys natury. Lecz dni mijały, a zasłona mlecznej poświaty trwała, jakby świętokradczo zakotwiczyła się w ziemi. Śmiałkowie, którzy wkroczyli w jej objęcia, nie powracali. Szepty, niosące się wśród traw i zarośli, niosły opowieści o zaginionych, o cieniach bez twarzy, o oczach świecących w mroku. Mgła, niczym żywa istota, zdawała się czuwać i pochłaniać tych, którzy ją lekceważyli.

Lira Felwinds 1455 - Powstanie cechu Łowców z Wilczej Kniei

Pięć długich lat minęło, a mgła nie ustąpiła. Ziemia wokół Velorii stała się klatką. Drogi przepadły, posłańcy nie wracali, karawany milczały. Miasto odcięte zostało od świata, jak ryba uwięziona w sieci losu. Mimo to mgła nie sięgnęła samego miasta – graniczyła z nim o kilka wiorst, otulając pola i skraje lasów. Ów pas ziemi, wolny jeszcze od białej zarazy, dawał mieszkańcom resztki nadziei – a raczej złudzenie nadziei.

Wnet jednak nowe nieszczęście spadło na lud Velorii. Z lasów zaczęły wychodzić stwory, plugawe i mgliste, jakby sama mgła tchnęła w nie życie. Najstraszliwszą z tych kreatur była bestia bez imienia, nazwana przez lud „Mglistą Bestią”. Pożerała drwali, rozszarpywała myśliwych, znikała wśród dymów i cieni. Nocą jej wycie rozdzierało ciszę, a dzieci kryły się pod skórami, prosząc bogów o ochronę.

Górne Miasto – siedziba arystokracji i czarodziejów, okazało się ślepym na cierpienia biedoty. Dopiero gdy brakło drewna do budowy łaźni parowej, rada starszych raczyła ofiarować marną nagrodę za zgładzenie potwora. I oto trójka śmiałków, których losy związała mgła, stanęła do walki.

Byli to:

Karan Drakson – najemnik o sercu twardym jak stal jego miecza, znany z tego, że za złoto był gotów stanąć po każdej stronie.
Viktor Althornm – syn chłopa, który zdobył sławę na krwawym piachu publicznych aren, teraz walczący za sprawiedliwość własnego ludu.
Lira Felwinds – elfka cicha i posępna, która znała tajemne sztuki magiczne.

Wyruszyli w mrok, na granicę światła i mgły. Tam, wedle ich relacji, napotkali kobietę z dziczy – wiedźmę leśną, której imię zaginęło. Pomogła im, dając miksturę i słowo, jakimi można było uwięzić potwora. I tak oto, po nocy pełnej krzyków i walki, Viktor powrócił do miasta, niosąc ciało bestii.

Lud nazwał go Szarym Wilkiem – nie z racji włosów, lecz z powodu hartu ducha i siły woli. Mieszkańcy dolnego miasta powitali bohaterów jak zbawców. W starej karczmie, zwanej „Knieją”, powołano nowy cech – Wilczą Knieję, bractwo myśliwych i łowców, którzy przysięgli chronić ubogich przed mrokiem mgły i tym, co się w niej czai.

I tak zrodziła się legenda.

Szczur 1485 - Wielka czystka

W latach 1485–1486, trzydzieści pięć lat po pojawieniu się Mgły, Dolne Miasto – zepchnięte do roli cienia Górnych Dzielnic – zbuntowało się. W cieniu nocy, według oficjalnych przekazów i miejskiej propagandy, grupa przestępcza ze Slumsów przedostała się do Górnego Miasta i podjęła nieudaną próbę zamachu na życie jednego z sędziów Rady.

Odpowiedź była natychmiastowa i bezlitosna.

Jeszcze tej samej nocy na murach miasta stanęli magowie podlegli Radzie. Bez ostrzeżenia rozpoczęli bombardowanie Slumsów ognistymi zaklęciami. Płomienie ogarnęły dzielnicę w kilka godzin, zamieniając znaczną część Dolnego Miasta w zgliszcza. Setki zginęły. Tysiące straciły domy. W zgliszczach zalegały ciała — mieszkańców, buntowników, dzieci.

W kolejnych latach Dolne Miasto pogrążyło się w głodzie i rozpaczy. Przez pięć lat odbudowywało się powoli, z trudem podnosząc się po tragedii. Od tamtego czasu wśród mieszkańców Slumsów zapanował głęboki, niemal przesądny strach przed magami. Wspomnienie ognia żyje w ich snach i legendach.

W odpowiedzi na wydarzenia, Górne Miasto zwiększyło kontrolę – strażnicy patrolują bramy z podwójną czujnością, a każde przejście między dzielnicami podlega ścisłemu nadzorowi. Rysy między dwiema częściami Velorii tylko się pogłębiły.

To był moment, który na zawsze zmienił układ sił w mieście.

Verethas 1500 - Koniec Zaginięć i Upadek Niedźwiedzia

W roku 1500, pół wieku po pojawieniu się Mgły, wśród ciemnych, cuchnących zaułków Dolnego Miasta zaczęli znikać ludzie. Po kilku tygodniach zaginięć i szeptanania modlitw i obaw – zaginięcia nagle ustały.. Plotki, wcześniej rozciągnięte cieniem nad slumsami Velorii, wyparowały niemal nagle. Ludzie powtarzali z niedowierzaniem:

„Zaginięcia… ucichły.”

Z dnia na dzień zniknął również ogromny niedźwiedź John, drapieżnik, który nawiedzał pobliskie lasy niczym duch głodu, zdzierając ciała i nadzieję z mieszkańców biednych dzielnic. Przez wiele tygodni jego obecność była niemal legendarna – potężna bestia, której nikt nie mógł uchwycić, a straż zdawała się unikać spotkania z nią równie mocno, co pijanych żebraków.
Aż nagle… zniknął. Bez śladu. Bez rozgłosu.

Z czasem zaczęto mówić o grupie, która miała coś wspólnego z tym nagłym uspokojeniem. Zbierani z ulicy ochotnicy, kilku śmiałków – bez tytułów, bez rozkazów. Na ich czele stał Trens, znany łowca, milczący mężczyzna z nożem w każdej kieszeni i spojrzeniem twardszym od stali. U jego boku – towarzyszył mu jaszczur, którego imienia nikt nie znał, oraz kilku ochotników – jedni mówią: desperaci, inni: bohaterowie.

Razem zeszli do podziemi – do tych zapomnianych kanałów i przejść pod miastem, gdzie światło nie dochodzi, a powietrze pachnie starym krwią i wilgocią.
I wrócili. Nie sami.

Wrócili z tymi, którzy zaginęli – wychudzeni, milczący, oczy szerokie jakby nigdy wcześniej nie widzieli dnia – w przynajmniej częścią z nich.
Dzieci. Starcy. Samotni. Żebracy.
Wszyscy ci, których zniknięcie świat zignorował.

Ale wraz z ich powrotem pojawiła się nowa opowieść – o kulcie, który czaił się pod ziemią. Czciciele czegoś, co nazwali Dziewiątym Strażnikiem.
Niektórzy twierdzili, że to tylko urojenia więzionych. Inni – że to dowód na istnienie czegoś znacznie starszego i mroczniejszego niż Miasto. Oficjalne źródła milczały. Tak samo jak Górne Miasto.

Co jednak zaskoczyło wszystkich, to wieść o szlachciance, która miała brać udział w całej wyprawie. Mówiono, że była z Górnego Miasta – nienaganne maniery, pewny krok, spojrzenie, które odsuwało błoto z jej drogi. Nie nosiła sukni balowej, ale każdy, kto ją widział, wiedział, że nie była z „tych stron”.
Nikt nie wie, dlaczego zeszła z nimi. Kara? Kaprys? Przebudzenie sumienia?
Ale po jej powrocie, po raz pierwszy od lat, wśród mieszkańców slumsów pojawiło się zdanie, które wywołało więcej emocji niż całe mowy strażników:

„Może pierwszy raz ktoś z Górnego Miasta na nas spojrzał.”

Straż i rady milczą. Ale ludzie mówią. Bo ich dzieci wróciły. Bo ogień w beczkach znów daje ciepło, a nie tylko dym.
Bo od tamtego dnia, ulice stały się trochę cichsze. A powietrze – lżejsze.

W kronikach miasta zapisano tylko:

„Zaginięcia ustały. Źródło nieustalone.”

Ale my, bardowie, pamiętamy lepiej.

Teodor 1501 - Drugi Bunt Dolnego Miasta i Koniec Mgły

W roku 1501 wybuchł drugi bunt Dolnego Miasta, którym kierowała Rose – potężna czarodziejka i przywódczyni gildii złodziei. Aby jednak zrozumieć, co doprowadziło do tych wydarzeń, musimy cofnąć się o 51 lat.

W roku 1450 do Velorii przybyliśmy jako młodzi badacze – ja oraz Rose i Velistra. Podczas badań odkryliśmy, że pod miastem znajduje się pradawny druidzki artefakt. Obelisk skrywał Zmroka, prastarą istotę uwięzioną przez druidów setki lat wcześniej. Przez naszą lekkomyślność otworzyliśmy jego pieczęć. Próbowaliśmy naprawić swój błąd, lecz nie byliśmy druidami i nie potrafiliśmy ponownie zamknąć obelisku.

Wtedy pojawił się między nami spór. Rose uważała, że powinniśmy dokończyć rytuał i całkowicie uwolnić Zmroka, ponieważ tylko w ten sposób można było pozbyć się Mgły. Velistra uznała ten pomysł za szaleństwo – bez druida nie mielibyśmy możliwości ponownego zapieczętowania obelisku. Ostatecznie przerwaliśmy rytuał w połowie. Zmrok pozostał uwięziony, lecz jego wpływ wydostał się na zewnątrz. Tak narodziła się Mgła.

Przez kolejne 51 lat Zmrok powoli wpływał na Velorię. Jego obecność zatruwała ludzkie serca, a z Mgły wychodziły potwory. Ci, którzy do niej wchodzili ginęli, przemieniając się w kamienne posągi. Veloria żyła z tym przekleństwem przez całe pokolenia.

Aż w końcu pojawił się druid Krzak. Wraz z Velistrą opracował plan, który miał zakończyć wszystko to, co rozpoczęliśmy przed laty. Plan został zrealizowany podczas drugiego buntu Dolnego Miasta. Wśród chaosu doszło do walki Velistry z Rose. Velistra zginęła, zabita przez Krzaka. Nie była to jednak zdrada – sama o to poprosiła. W finałowym momencie walki, druid przebił ją pobliskim krzakiem – a zaraz po tym tam gdzie stały doszło do potężnej erupcji magii, po której pozostał jedynie wielki krater w ziemi.

Jej śmierć była częścią spisku. Krzak musiał zdobyć zaufanie Krwawego Kapłana, wyznawcy Zmroka. Zabicie Velistry miało przekonać go, że Krzak stoi po jego stronie. Plan się powiódł. Krwawy Kapłan zaufał mu i razem udali się do obelisku. Tam Krzak zrobił to, czego przez 51 lat nie potrafił dokonać nikt – ponownie zapieczętował Zmroka. Niedługo później jaskinia, w której znajdował się obelisk, zawaliła się, grzebiąc pod ziemią źródło przekleństwa. Zmrok został zapieczętowany na dobre.

Mgła zniknęła.

Cena była jednak ogromna. Velistra razem z siostrą znikneła w wielkim wybuchu, wielu mieszkańców Dolnego Miasta zginęło podczas buntu. Po 51 latach Veloria wreszcie ujrzała świat bez Mgły. Lecz czy historia sióstr się zakończyła?

Akt 1I - Thordrim